W życiu wielu narodów, czy społeczności, po latach zastoju, czasem wręcz stagnacji, pojawia się okres wzmożonej aktywności wybranych grup społecznych lub nawet całego narodu. W polskiej historii miało to miejsce w okresie Odrodzenia, potem w okresie Oświecenia, a szczególnie w czasach Sejmu Czteroletniego. Takim okresem w naszej historii były krótkie lata "Solidarności" i stanu wojennego. Nagle uaktywniły się załogi fabryk, uczelnie i nigdy nie zaangażowani w działalność wolni obywatele. Pomijając działalność ściśle polityczną, jaka była udziałem związków zawodowych, bo to była przecież działalność polityczna, wielu zwykłych obywateli doznało swoistego impulsu i podjęło taką, czy inną działalność na własny rachunek. Przejawiała się ona głównie w wystąpieniach na licznych wiecach, zebraniach, dyskusjach w środowiskach profesjonalnych, czy publicznych. Ale najczęściej polegała na pisaniu. W całym kraju pojawiały się liczne pisma, pisemka, publikacje książkowe, czy ulotki. Ukazywały się one jako druki "Solidarności" lub innych organizacji niezależnych. Wielu pisało mniej czy więcej udane artykuły lub wręcz utwory literackie na własny rachunek, chcąc dorzucić do ogólnonarodowej dyskusji swojej trzy grosze. W całej Polsce wydawano mnóstwo pism i pisemek, druków ulotnych, czy ulotek, każda większa miejscowość w Polsce miała swoje pismo, każdy większy zakład pracy swoje druki. Treść tych pism ma obecnie tuż tylko wartość historyczną. Spoczywają w bibliotekach (zapewne), w domach ich wydawców lub uległy zniszczeniu.
Jak wielu innych, autor niniejszych słów uznał, że nastąpił swoisty okres, kiedy głos zwykłego obywatela, który uznał, że ma też coś do powiedzenia, dotrze do innych, może pozostawi ślad w umysłach i wywrze choć mały wpływ na skonfliktowane klasy. Z tą myślą powstało kilka publikacji o treści ekonomicznej, rozpowszechnione zostały odezwy skierowane do świata pracy, własne pismo pt. "Uwagi Polityczne", postulujące konieczność dokonania przekształceń własnościowych, potem autor wyraził swoje poglądy i bóle w postaci zrymowanej, bez ambicji uznania ich za mające jakąś wartość literacką. Zachęcony odkryciem swojego "talentu" próbował dalszej amatorskiej działalności publicystycznej i rymotwórczej. Powstało kilka zbiorów wierszy i opowiadań. Takich chwilowych publicystów było wtedy w Polsce zapewne wielu. Wszystkie publikacje autora z tamtego okresu zostały złożone w Ośrodku "Karta" w Warszawie.
Autor powyższego pragnie zaprezentować tamten wierszowany "dorobek" niewysokiego lotu, zachęcając innych do podobnych prób.
(Rozpowszechniane w stanie wojennym pod pseudonimem UP 72156)
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
M o j e p r y w a t n e
r y m o w a n i e
Rok 1982 zeszyt 1
M i a ł e ś c h a m i e r ó g
Z jakiego kruszcu był to róg
Nieważne ale był
Nie każdy w niego zadąć mógł
Co sił
Choć często głuchy dawał dźwięk
Nie własny jakoś niósł
Dla tamtych rodził troskę lęk
Tym rósł
Czy wreszcie rogu przyjdzie czas
Pozłoty miałby ton
Na rogu coraz więcej skaz
To złom
Aż wreszcie róg zgubili nam
Trębacze taki pech
Instrument był pozostał kłam
I grzech
Miałeś chamie róg
Został ci się ino sznur
Co w testamencie wnukom dziad
Przekaże ino sznur
Doda im jeszcze zimno krat
Więzienny dwór
To za to żeś odnaleźć chciał
Instrument spadek swój
Nie będzie tobie wnuku grał
Na znój
R o z m o w a
Po co wam ten pomnik
Nie przyda się na nic
Nie zapalicie gromnic
Tym co na bruku konali
Taka rozrzutność w kryzysie
Szkoda nierdzewnej stali
Dołożym wam do misy
A pomnik należy zwalić
Napis odłupać dłutem
Zapomnieć pamięci przeszkadza
Pan i tak nie jest z ludem
Pan jest z władzą
Wiele zniesie robotnik
Daruje wam obrazę
Możemy chodzić głodni
A pomnik zostanie głazem
To jest nasza arka przymierza
To są naszego królestwa klucze
Męstwa i krwi będzie nam nie żal
Gdy pomnik naruszą źli ludzie
Będzie ten pomnik wam solą w oku
Będą te krzyże drążącą kroplą
Aż na kolana padniecie u progu
Gdy do was skruchy wołania dotrą
P a m i ę c i I
Hołd ci oddaję Maksymilianie
Za twoje święte z głodu skonanie
Za kogoś zginął żyje na świecie
Nadal jest ojcem dla swoich dzieci
Imię oprawców historia skaże
Na zapomnienie twe na ołtarzach
Bałeś się cierpieć tak jak i wszyscy
Boją się bał się i Chrystus
Myślę o tobie prawie codziennie
Mnie także grozi ciężkie więzienie
Jego męczeństwo nie jest daremne
Weź Panie Boże ofiarę ze mnie
Niech mnie posadzą w celi więziennej
Cierpliwie cierpiał katusze będę
Moje cierpienie nasze cierpienie
Z reki oprawców odkupi ziemię
Może im samym odkupi duszę
Życie poświęcą dla sprawy słusznej
P a m i ę c i II
Gdy w tamte strony się zapędzisz
Weź kwiatów wiązkę
Ten wiersz pamięcią niech ci będzie
I obowiązkiem
W ziemi równinnej w ziemi nieżyznej
Pokład prochowy
Niezabliźniona dla nas blizna
Nocne rozmowy
U nich milczenie chaszcze wątłe
Wstydu wypieki
Niech im daruje Bóg tę klątwę
I cienie piekieł
Znajdą się kiedyś ludzie prości
Odkryją ślady
Przywiozą nam w podarze kości
Wnuki za dziady
Głaz przebaczenia głaz pokory
Stawimy pospół
Wykląć pomoże im upiory
Nam ulży troskom
Zanim nadejdzie czas otwarty
Koniec urągań
Gdy jedziesz weź ze sobą kwiaty
Rozrzuć z pociągu
L i r y k a w o j e n n a
Druciany płot nie dzielił Nieczęsty czas zapomnień
Znajdą się kiedyś ludzie prości
Odkryją ślady
Przywiozą nam w podarze kości
Wnuki za dziady
Głaz przebaczenia głaz pokory
Stawimy pospół
Wykląć pomoże im upiory
Nam ulży troskom
Zanim nadejdzie czas otwarty
Koniec urągań
Gdy jedziesz weź ze sobą kwiaty
Rozrzuć z pociągu
L i r y k a w o j e n n a
Zatknęłam w płotu siatkę Nie skończył się czas działań
Bukiecik barwnych astrów Ni w sierpniu ani w grudniu
Był zapoznania akt ten Żalu do cie nie miała
I połączyło nas to Za czas miłości trudnej
Był zapoznania akt ten Żalu do cie nie miała
I połączyło nas to Za czas miłości trudnej
Druciany płot nie dzielił Nieczęsty czas zapomnień
Choć skąpych pieszczot wzbraniał Przetkany niepokojem
Myśmy przy nim dobrnęli Rozniecił życia płomień
Myśmy przy nim dobrnęli Rozniecił życia płomień
Do naszego kochania Czekałam cie we dwoje
Spotkania były potem A gdyś odosobniony
I dłoń w dłoni ujęta Ślę ci garsteczkę płaczu
Już po tej stronie płotu Lecz nie jest to płacz żony
A raz to chciałeś klękać Syn w wojnę życie zaczął
A raz to chciałeś klękać Syn w wojnę życie zaczął
N a c h r z e s t M a r i i W i k t o r i i
Mała kruszynko córko historii On na spotkanie córki i rodzica
Nosisz na sobie tajemniczy ślad Ślepiami błyska i nastawia róg
Nadał ci ojciec imiona glorii Jaka w spotkaniu tym tajemnica
ł twoje imię zna dziś cały świat Na nim historia znów przekroczy próg
Przyjął na siebie ciężar nad siły Nieraz już władca bał się dziecięcia
Pan mu nakazał ten ogromny trud Sięgnijmy myślą w dziejów świata wstecz
I nieść go będzie aż do mogiły Nie pomagały żądne zaklęcia
Krok jego śledzić będzie cały lud I nie pomagał wyciągnięty miecz
Nadzieja nasza nadzieja innych Bóg ciebie posłał nam ku odmianie
W nim się zawęźlił naszych dziejów sznur Zaklęty w tobie może jest nasz los
Bo świąt się lęka jego dziecinnych W jednym szeregu lud cały stanie
A dali północnej zapędzony tur Kiedy usłyszy swój wewnętrzny głos
N a w y p ę d z e n i e A r i a n
Tego władza wiara kogo Reform chciałeś politycznych
Linija jedynie słuszna A tym czasem z twojej winy
Inną wiarę kryj głęboko Szwed u bramy klęski liczne
Schizmę i tak zduszą Przez cię możem zginąć
Nie mawiaj że pracą własną Herezją bracia arianie
Trzeba zdobyć swoją kromkę Herezją jest tolerancja
To fałszywe bracie hasło Dacie głowy lub wygnanie
Zrobimy porządek Niderlandy Francja
Po co burzysz spokój święty Znowu nam wyrośli bracia
Ile czynisz przez to krzywdy Chcą nam czystość linii zmącić
Jaki język twój wykrętny Jedna tylko nasza racja
Twoja racja nigdy Do więzienia wtrącić
Pracy z władzą nie gódź w jedno Wygnać milion wygnać dziesięć
Rozdzielone będą zawsze Wygnać braci arian won
Kto pracuje ma być biedny Tylko musicie się spieszyć
Kto włada bogatszy Opanują dom
S i e d m i u z K o p a l n i W u j e k
K o g o n a m d a ł a Z i e m i a K u j a w s k a
Był też poeta poeta chłopski Nowy bohater od Kujaw powstał
Mogło pochłonąć was czarne królestwo Jednych na drugich wrogo napuszczając
Matkom i żonom na żałość doczesną Naszym wyrzutem jesteście i skargą
U kresy znoju przejście do potomnych By nikt na kłamstwa nie ważył się targnąć
Mogło was zastać wśród białych pościeli Ślady zmazują lecz ślady nie zginą
Mogło was zastać wśród białych pościeli Ślady zmazują lecz ślady nie zginą
U zapalonych przez najbliższych gromnic Pomnik krzyżowy z spiżu wam wykują
Mogło przyjść prosto lub usidlić w matni Trzeci ślad śmierci od tych co panują
Wam je sprawili źli rozkaziciele Was siedmiu pieczęć na naszej nadziei
Najmując na to swych obrońców płatnych Śluby składamy nie zostaną martwe
A ci najmici spośród nas wybrani Ukrzyżowali nam ja po raz czwarty
Opończa kłamstwa oczy im zasłania Powinność nasza nie utracić marzeń
Niech smuga na nich zapomnienie padnie U mogił waszych usypanych w zmroku
A wy nam w sercach będziecie jak kamień W pamięci naszej ustawiamy straże
Bohaterami nie chcę was uczynić Gdy czas nasz przyjdzie i nastanie pokój
Każdy z nas mógłby wasze miejsce zająć Nie zaniechamy naszej powinności
Że nam na dwoje ktoś podzielił synów Postument stanie ku oprawców złości
S ą d d o r a ź n y
Pod sąd robotnika pod sąd Pod sąd profesora pod sąd
Niech odwoła odszczeka swój błąd Niech odwoła odszczeka swój błąd
Życie płynie mu bez Wiedzy nabył po brzeg
Nędzy głodu i łez Pod ciężarem jej legł
Czemu nie chce oddawać nam czci Czemu nie chce oddawać nam czci
Pod sąd chłopa pod sąd Pod są poetę pod sąd
Niech odwoła odszczeka swój błąd Niech odwoła odszczeka swój błąd
Jeszcze na ziemi trwa Przy nas nie jest mu źle
Może rok albo dwa Ma stół pióro i chleb
Czemu nie chce oddawać nam czci Czemu nie chce oddawać nam czci
Pod sąd sekretarzy pod sąd Bo na naszym ciele to trąd
Bo na naszym ciele to trąd
Zniewolili nam kraj
Zniewolili nam kraj
Przebaczenie im daj
Pozostaną na zawsze bez czci
K o g o n a m d a ł a Z i e m i a K u j a w s k a
Ziemio Kujawka ziemio nizinna Przyszedł po wiekach poeta drugi
Ani ty lepsza ani ty inna Ojciec jego też władał pługiem
Ani ty lepsza ani ty inna Ojciec jego też władał pługiem
Dajesz nam plony i dajesz ludzi Z tej ziemi wyrósł przymierał głodem
Niejednym mężem możesz się chlubić Potem napisał księgę ubogim
Pierwszy był wojem na łokieć postaci Jeśli już liczyć to liczyć dalej
On do jedności nakłonił braci Cierpiał wywalczył pochowan w chwal
Książę Kujawski książę brzeski Ta ziemia tchnęła go do działania
Książę Kujawski książę brzeski Ta ziemia tchnęła go do działania
Nałożył na się płaszcz królewski Świątyni bronił dla ciebie Panie
Był też poeta poeta chłopski Nowy bohater od Kujaw powstał
Chluba tej ziemi całej Polski Nad brzegiem morza prace dostał
W łacińskiej mowie pisał wiersze Od niego wzięła sprawa początek
Ale poeta był najpierwszym Za nim szli inni nasz dom posprzątać
Ale poeta był najpierwszym Za nim szli inni nasz dom posprzątać
Lecz przeszkodzili dziełu bluźniercy
A jego imię nosimy w sercach
P o w s t a ń c o m w a r s z a w s k i m
Niech go strzeże Matka Święta Niechaj po przerwanych bojach
S y n o m z d a l e k i c h m o g i ł
Za z cmentarzy w poniewierce Wciąż padłemu co bezbronny
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
P o w s t a ń c o m w a r s z a w s k i m
Wiersz ten jest bez rymu Powstali po latach
Pisany na prędce Pałeczkę podnieśli
Lub rym ma malutki Wam z dłoni wydartą
Powstanie warszawskie Lecz by jej nie zgubi
Nie było zwycięskie Powinni się spieszyć
Wyścieliły bruki Znów przeszkody kładą
Walecznych zastępy Winnych spadkobiercy
Został po nich smutek Mieczem będą karci
Nikt by się też takiej Nowy zastęp prawych
Nie powstydził klęski Spotka poniewierka
Przed Polska zatruta Ich powinowaci
Nas nie wybronili Ślą ku nam straszydła
Nie żal było krwi lać Wściekle ujadając
Swoi nie pomogli Sami tu nie przyszli
Przeczekali inni I nie przyjdą chyba
Teraz jaka widać Wyszło teraz na jaw
Po latach czterdziestu Co ich trzyma w dali
Ta Polska byłaby I utrzyma zawsze
Chwała waszej walce Waszej krwi rozlanie
I waszemu męstwu Waszych kości białość
Pozostały ślady Walka wasza straszna
W pokoleń pamięci W nadziei straceniu
Waszej krwi utraty Ta danina krwawa
Ponowili sprawę Do dzisiaj nas broni
Waszych braci dzieci I przez pokolenia
Wiersz ten jest chropawy
Wiersz ten nie jest gładki
Jak mogę tak mogę
Chwałę wam oddaję
Powstańcom Warszawskim
Ś w i a d e c t w a z ł o ż ą
Ś w i a d e c t w a z ł o ż ą
Ziemię piaszczysta ziemię gliniastą Jest pod kopuła nieba kraina
W darze praojcom dał dobry Pasterz Przesiąkła bólem jak żadna inna
Wykrajał z globu szmat ziemi żyznej Ugnieciesz w dłoni kamień lub grudę
Tu nam nakazał mieć swa ojczyznę Krew z niej wyciśniesz wcale nie z trudem
Miejsce wyznaczył wszystkim na globie Tym co ja dali stawiamy świecę
Niech bratem będzie z człowiekiem człowiek Wyklęci będą co krew ta depcą
Własne niech będzie co Pan wyznaczył Czy raz w historii sprawców potomni
Wielu nieprawych myśli inaczej Ofiarom tamtych wystawia pomnik
W dzieło miesza ją się siły zdradne Radzi by zniszczyć ślady pamięci
Jeden drugiemu zabiera spadek W zło i nieprawość brną coraz większą
Mogła być ziemia człowieczym rajem Za hardość waszą kamienność sum
Synowie giną a matki łkają Świadectwa złożą u waszych trumien
E m i l o w i
Smukły klucz żurawi Ani twej ulica Tylu ci pod podobnych
Może łzę uroni Chwały nie przypomni Po zbójcach spuścizna
Po zwięzionej sławie Ni w ścianę tablicę W mogiłach bezgrobnych
Pod tajemnym błoniem Wmurują potomni To ojczysta blizna
Pusty grób a płyta W duszy brzmią uparcie Wnuk głos wyda gromki
Stopień i nazwisko Tobie bliskie śpiewy Wniesie groźnie pięści
Pamięcią zakwita Przy ognisku harcerz Stanie spiż ogromny
To po tobie wszystko Też zanucił niech by Twój na postumencie
Ni wiersza ni pieśni Może wiersz rozświeci Smukły klucz żurawi
Tylko chichot kata Znikły ślad historii Łzę uroni znowu
Po wyroku grzesznym W ułomnym wersecie Zmartwychwstałej sławie
Za dzielność zapłata Głosi twoja glorię Zwolnionej z okowu
B a l l a d a o m a t c e
A gdy pójdzie syn na wojnę Koś zastuka może nocą
A gdy pójdzie pierworodny Ktoś zawoła otwórz matko
Łzy popłyną z oczu hojne Serce w piersi załomoce
Piersią targnie szloch stukrotny Krew popłynie w żyłach wartko
Odprowadzą go w sołdaty Pismo z torby gość dobędzie
Bo się komuś chce zdobyczy Zuch twój padł na polu chwały
Bo się władza marzy katom Drzazgą w gardle głos uwięzgnie
Bo się matki łzy nie liczą Martwe się osunie ciało
Do okopu go powiodą Święta Pani próśb wysłucha
Inny syn do niego zmierzy Kulom zmieni celne loty
Kula w piersi utkwi młodej Wzbudzi w sercach władców skruchę
Dla mnie przyjdzie czas pacierzy I odwagę da do zgody
Niech go strzeże Matka Święta Niechaj po przerwanych bojach
Wszystkich synów niech osłoni Przypną sobie order wodze
A najeźdźcom racje kręte A stęskniona matka twoja
I rozkazy strąci z dłoni Syna ujrzy znów na drodze
Będę go czekała w trwodze Kiedy wróci syn z tej wojny
Świece stawię u ołtarzy Kiedy wróci pierworodny
Przypominał mi przechodzeń Łzy popłyną z oczu hojne
Syna m ego będzie każdy Piersią targnie szloch stukrotny
Refren: Nie nosiłam cie pod sercem
Na kornego władców sługę
Porodziłam cie w boleściach
By ci miłość przynieś długą
S y n o m z d a l e k i c h m o g i ł
Gdy nadejdą dni smętkowe Wyniesiona z czasów ciemnych
Gdy nadejdą noce dżdżyste W bojach świętych narodzona
Wzejdzie pora drzew bezlistnych Gdy w dalekich śniegach konał
To z prochami czas rozmowy Syn i brat z mogił tajemnych
Tam gdzie mur kamienny świeci Żałość świętym przykazaniem
Rozwieszony mgielny welon Wnuków wielką powinnością
Pod nagrobna śpią pościelą Tym co stoi w gardle kością
Co tu żyli od stuleci Grzechy odpuść tamte Panie
Drogą szary orszak bieży Kładą w morza władcy wieńce
W ciszy płomyk igra w dłoniach Przy tablicach palą znicze
Panu kornie się pokłoni O swój płomyk cienie krzyczą
Dziś za ojców czas pacierzy Zapisane w grubej księdze
Za odeszłych spośród bliskich Niechaj świece w bory wiozą
Których starość zgięła pusta Tam gdzie huczy skowyt wilczy
Za te co zdążyły usnąć Tam gdzie tchórzą tam gdzie milczą
Nim dobyto je z kołyski A pomnikiem jeno brzozy
Za z cmentarzy w poniewierce Wciąż padłemu co bezbronny
Za rozsiane wiatrem prochy Sen zakłócał złej potędze
Za tych opiewanych w strofach Lampka płonąć ma i będzie
I złożonych niemo w sercach Pamięć trwać o nim dozgonnie
Refren:
Stawia ktoś na mur światełko Synom z dalekich mogił
Kwiatów cmentarzowych wiązkę Niech się modlitwa niesie
Komuś to jest obowiązkiem Czort splątał ich drogi
Dźwigać w sobie żałość wielką Śpiew ten ich pamięć wskrzesi
Dźwigać w sobie żałość wielką Śpiew ten ich pamięć wskrzesi
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx